Polewanie niemowląt – chrztem?

    We współczesnym chrześcijaństwie przeważa magiczne rozumienie znaczenia chrztu. Szczególnie wyraźnie występuje ono, gdy mamy do czynienia z tzw. „chrztem niemowląt”. W obrządku tym uczestniczy niemowlę, jego rodzice, tzw. „rodzice chrzestni” i lokalny kapłan. Wszyscy oni wierzą (oczywiście – z wyjątkiem dziecka), że w tej ceremonii Bóg coś czyni w niemowlęciu, nawet jeśli nie uczestniczy ono w niej świadomie. W chrzcie niemowląt dziecko nie jest zaangażowane umysłowo ani też dobrowolnie. W to miejsce jest bierna, fizyczna obecność. Wszystko dzieje się niejako automatycznie – „ex opere operato: mocą dokonanego dzieła”.

     Czyż to nie dziwna doktryna, która oddziela to co duchowe od umysłu i od woli? Czy ktoś zaakceptowałby chrzest dorosłej osoby bez wiary, zrozumienia, doprowadzonej do chrztu bez jej woli? Chyba nikt. W przypadku dziecka jednak taką właśnie, magiczną w skutkach, ceremonię określa się nazwą: „chrzest” i przypisuje się jej daleko idące skutki zbawcze. „Magiczne rozumienie” polega tutaj na przekonaniu, iż wystarczy wykonać pewne czynności, wypowiedzieć pewne formuły („zaklęcia”?), użyć określonych rekwizytów („fetyszy”?: chustki, świece itp.) – a skutek, dotyczący niezainteresowanego, bez jego świadomości, i tak zostanie osiągnięty.

    Czy ktoś może uwierzyć za kogoś innego? Niektórzy „wierzą”, że tak – wiara rodziców wystarcza do chrztu ich dzieci. Może zapytam inaczej: czy ktoś może za kogoś zdecydować o tym, w co ktoś inny ma wierzyć w przyszłości?

    Niektórzy rodzice mówią niekiedy w tym miejscu: „ochrzcijmy” to dziecko, a ono, gdy dorośnie, samo będzie mogło wybrać… Niestety, włóżmy ten pogląd między bajki. Jeżeli dziecko zostało polane wodą w Kościele Katolickim-Rzymskim – żadnej możliwości wyboru w przyszłości nie ma. Z tego Kościoła nie można się po prostu „wypisać”. Ktoś taki, jako odstępca od wiary, będzie potępiony na wieki, ekskomunikowany „mocą samego prawa”, wyrzucony – aż do piekła… (Kodeks Prawa Kanonicznego 1364, 1). A rodzice, którzy to zaakceptują, powinni zostać ukarani „cenzurą lub inną sprawiedliwą karą” kościelną (KPK 1366). Kościół Rzymski dopuszcza możliwość bycia zbawionym w innych Wspólnotach chrześcijańskich jedynie dla tych, którzy się w nich urodzili (Sobór Watykański II: Dekret o Ekumenizmie, 3), a więc nie dla tych „ekskomunikowanych”, którzy się tam „przenieśli”.

    Magiczny punkt widzenia na ceremonię polewania główki niemowlęcia jest błędny nie tylko z logicznego punktu widzenia. Także w Piśmie św. nigdzie nie każe się rodzicom chrzcić niemowląt. Przeciwnie, każdy przypadek chrztu opisany w Nowym Test. pokazuje nam, że wiara przyszła przed chrztem – i dlatego dotyczy wyłącznie osób dorosłych. Biblijny porządek w temacie chrztu jest prosty: „najpierw wiara – potem chrzest”. „Kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony” (Mk 16, 16) – powiedział Jezus. Podobnie apostoł Paweł: „ Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest” (Ef 4,5).

    Niekiedy słyszy się, że ceremonia polewania niemowląt (zwana potocznie „chrztem”), jest obecnie jak najbardziej usprawiedliwiona, bo chociaż w czasach biblijnych, siłą rzeczy, zwiastowano Ewangelię wyłącznie dorosłym – to w następnym pokoleniu sytuacja się zmieniła, bo przychodziły na światy dzieci w chrześcijańskich już rodzinach. Niestety, jest to argument nieprzekonywujący, bo chociaż na początku, w sposób zupełnie naturalny zwiastowano Dobrą Nowinę wyłącznie dorosłym – to praktyki tej później nikt nie zmieniał. Skąd to przekonanie? Chrześcijaństwo miało już 70 lub więcej lat, zanim ostatnia linijka Nowego Testamentu została napisana. Z pewnością przez te 70 lat wielu chrześcijan zostało rodzicami i dziadkami. Gdyby ich niemowlęta były chrzczone – to nie byłoby o tym żadnej wzmianki w spisywanych księgach lub listach Nowego Testamentu? Albo zapytajmy inaczej: Czy – gdyby Bożym zamiarem był tzw. „chrzest niemowląt” – Nowy Testament milczałby na ten temat?

    Są tacy „bibliści”, którzy twierdzą, że występujące w Nowym Test. sformułowanie o „chrzcie całego domu” może być pośrednim dowodem na chrzest niemowląt, ponieważ w domach tych mogły one być. Mimo, że w Nowym Testamencie znajdujemy 5 wzmianek o ”chrzcie całego domu” (w znaczeniu: chrzcie domowników) – to ani jeden fragment nie wspomina o chrzcie niemowląt.

    Z księgi Dziejów Apostolskich (Dz 16, 11-15) dowiadujemy się, że została ochrzczona Lidia „i cały jej dom”. Aby znaleźć tutaj argument na chrzest niemowląt trzeba najpierw założyć, że Lidia była mężatką. Tego Biblia nie mówi. Jej „dom” mógł składać się ze służących i krewnych (np. kuzynów (-ek), siostrzeńców itp.). Teoretycznie dalej zakładamy, że jej mąż żył (nie była wdową) lub dopiero co umarł – no bo skąd byłyby niemowlęta w tym domu. Następnie trzeba założyć, że będąc mężatką i mając dzieci – były one razem z nią w Filippi, gdzie została ochrzczona wraz z „całym domem”, a nie w jej domu w Tiatyrze (Dz 16, 14). W końcu musimy przyjąć także, że jeśli była mężatką i miała dzieci, i były one z nią w Filippi, to przynajmniej jedno z nich musiało być niemowlęciem. Taka konstrukcja myślowa nie jest mocnym dowodem na chrzest niemowląt. Wprost przeciwnie – jest tak mało prawdopodobna, że raczej przeczy istnieniu takiej możliwości.

    W pozostałych czterech przypadkach również możemy być pewni, że „chrzest całego domu” nie obejmował niemowląt.

    W Dz 10 – 11, 18 powiedziano o centurionie (setniku) Korneliuszu, że był „pobożny i bogobojny wraz z całym swym domem” (10, 2). Oczywistym jest, iż ktokolwiek był tutaj zaliczony do „domu Korneliusza” – musiał być wystarczająco dorosły, by „bać się Boga” (być bogo-bojnym i pobożnym). Ponadto ochrzczeni zostali ci, którzy słuchali „mowy Piotra”, o konieczności uwierzenia Jezusowi (w. 43); na nich wszystkich zstąpił Duch Św. czego znakiem był fakt „mówienia językami i wielbienia Boga” (w. 44- 48). Ochrzeczeni zostali tylko ci, którzy „otrzymali Ducha Św.” (w. 47). Trudno byłoby wykazać, iż warunki te spełniało jakiekolwiek niemowlę.

    Z historii stróża więziennego (Dz 16, 16-39) dowiadujemy się, że zanim miał miejsce chrzest „jego domu” – apostoł Paweł i Sylas „głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu” (wiersz 32), a dopiero potem „został ochrzczony on i wszyscy jego domownicy” (w. 33), w rezultacie czego „weselił się wraz z całym domem” (w. 34). Reasumując – ktokolwiek był uważany za członka „domu stróża więziennego” – najpierw głoszono mu Słowo Pańskie, po czym weselił się on z tego powodu, że uwierzył(w. 31-33). Wyobraźmy sobie w tej roli niemowlęta (oraz apostoła Pawła albo Sylasa jak „głoszą Słowo Pańskie” niemowlętom, a te potem się weselą).

    W 1 Kor 1, 16 apostoł Paweł pisze, że ochrzcił „dom Stefana”. Wiemy o nim bardzo mało, niemniej – w ostatnim rozdziale tego listu Apostoł raz jeszcze wymienia domowników Stefana (16, 15) pisząc, iż „poświęcili się służbie dla świętych” – a zatem byli wystarczająco dorośli, by czynić coś, co mogłoby być nazwane „służbą”.

    W Dz 18, 8 czytamy, że Kryspus „uwierzył w Pana wraz z całym domem swoim” – i przyjął chrzest. Chociaż niewiele wiemy o domownikach Kryspusa, to jedno jest jasne: nie mogą być one brane pod uwagę jako przykład chrztu niemowląt. Uwierzyli w Pana – zanim zostali ochrzczeni.

    Hermeneutycznym nieporozumieniem jest próba uzasadniania chrztu niemowląt w oparciu o fragment z ewangelii Marka 10, 13-16: „pozwólcie dziatkom przychodzić do mnie…”. Ot, psychologiczny „chwyt” fałszywych „biblistów” – przemawia do serca, ale nie ma nic wspólnego z chrztem i jest poważnym, karygodnym nadużyciem. Nie ma tam ani wody do chrztu, ani wiary dzieci, ani upamiętania (pokuty). Jest natomiast Jezus, który dzieci nie chrzcił, lecz – jak wyraźnie mówi Pismo: „brał je w ramiona i błogosławił, kładąc na nie ręce”. Bo powszechnym zwyczajem było, że do pojawiającego się w okolicy znanego nauczyciela, rabina – matki przyprowadzały swe dzieci, prosząc o jego błogosławieństwo. I tę właśnie historię opisał Marek – ewangelista.

    Jeżeli nie ma więc ani jednego zdania nakazującego chrzest niemowląt, ani jednego przykładu jego dokonywania – skąd się wziął i rozpowszechnił ten zwyczaj?

    Korzenie zwyczaju chrztu niemowląt zdają się tkwić:

  1. – w błędnym (odrzuconym przez Kościół Wschodni i Kościoły protestanckie) nauczaniu, począwszy od św. Augustyna, na temat tzw. „grzechu pierworodnego” (Rz 5, 12 nn.) oraz
  2. – w przekonaniu, że chrzest, przez sam fakt wykonania ceremonii – odpuszcza grzechy.

    W związku z tym wierzono, że nieochrzczone niemowlęta, po śmierci, prawdopodobnie są zgubione. Czy rzeczywiście? Jak już wspomnieliśmy – Biblia nie zna czegoś takiego jak „chrzest niemowląt”, a więc tym bardziej nie interesuje się konsekwencjami jego braku. Różni teolodzy kościołów, w których chrzci się niemowlęta, próbowali odpowiedzieć na pytanie o los nieochrzczonych dzieci po śmierci. Hipotez na ten temat znam kilka. Są bardzo różne, od pobytu w niebie – aż do pobytu w piekle z pośrednimi rozwiązaniami typu „limbus” – z którego też rzymskokatolicka hierarchia zrezygnowała „przyznając się do błędu” i mówiąc „nie wiemy” – w 2007 r. Taką sytuację można określić jako próby „zgadywania”.

    Niestety nadal, także dzisiaj, lęk o przyszłość nieochrzczonych dzieci każe ludziom naiwnie wierzyć, że zewnętrzna ceremonia zwana „chrztem” dokonuje tajemniczej, magicznej, wewnętrznej przemiany w duszy (śpiącego?) nieświadomego niemowlęcia.

    Czy więc, będąc „ochrzczony” jako niemowlę, a chcąc być wiernym Bogu, wierzącym chrześcijaninem, postępujacym zgodnie z biblinym nauczaniem i praktyką w zakresie chrztu – powinienem „drugi raz się ochrzcić”? Oczywiście – nie! Słowo Boże mówi wyraźnie: „Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest” (Ef 4,5). Tak więc chrzcić się po raz drugi nie ma sensu. Wystarczy raz – biblijnie. Traktowanie polania wodą czubka głowy nieświadomego dziecka jako chrzest – jest praktyką obcą, nieznaną Pismu Św. i Tradycji pierwszych pokoleń chrześcijan przez tysiąc lat – nie jest chrztem.

Zbigniew Sobczak, pastor Kościoła Chrześcijan Baptystów w Krakowie

zzsob@poczta.onet.pl

Komentowanie jest wyłączone